"Obietnica pod jemiołą" Richard Paul Evans
Wyobraźcie sobie taką sytuację. Siedzicie sobie i jecie lunch. Podchodzi do was nieznajomy (albo nieznajoma). Chwilę sobie miło gawędzicie, a ten (alb ta) proponują niecodzienny układ. Macie udawać, że jesteście parą. Umowa będzie szczegółowo opisywać zasady tego związku i czas jego trwania. Wchodzicie w taki układ czy nie? Oczywiście zakładając, że jesteście singlami. Elise, bohaterka powieści „Obietnica pd jemiołą” Richarda Paula Evansa, zgodziła się. Stwierdziła, że straciła w życiu tak dużo, że więcej nie może, a tajemniczy nieznajomy wzbudził w niej ciepłe uczucia. Obje nie lubią przedświątecznego okresu, a wspólne bywanie na tych wszystkich imprezach zaoszczędzi im obu przykrych komentarzy. Elise i Nicolas zawierają umowę, dzięki której ponownie zrozumieją, co to znaczy kochać.
Od początku wiemy, że w życiu głównej bohaterki wydarzyła się jakaś tragedia, a jej wspomnienie przykleiło się do niej jak cień. Dzień mija za dniem, a spotkanie Nicolasa jest jedyną ekscytującą rzeczą, jaka jej się przydarzyła od dłuższego czasu i jak się okazuje porusza on dawno zastygłe w jej sercu struny. Oczywiście zastanawiamy się nad jego intencjami. Gdyby tę książkę napisał ktoś inny, zastanawiałabym się, czy to nie jest jakiś świr. Jednak jeżeli mieliście już styczność z książkami Evansa i polubiliście się z nimi to mogę wam powiedzieć, że „Obietnica pod jemiołą” może przypaść wam do gustu. Jest to jakże charakterystyczna dla tego autora niepozbawiona dramatyzmu, ale pełna ciepła i nadziei proza. Zaskoczyło mnie, jak pisarz poprzecinał losy tej dwójki i jak sprytnie pokazał, są sobie potrzebni.
Zawsze miło spędzam czas z książkami Evansa. Mają one w sobie jakąś magię, która pokazuje, że życie jest piękne. I tak też jest w przypadku „Obietnicy pod jemiołą”. Uroniłam łezkę nad dramatem Elise, wzburzyłam się razem z nią, kiedy poznałam motywacje Nicolasa, i każdego dnia coraz bardziej się w nim zakochiwałam bojąc się, co będzie kiedy umowa się skończy.























