"Cafe Chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia" Catherine Wilkins
Mama Hope często powtarza, że rodzina jest najważniejsza. I właściwie są całkiem zgraną ekipą. Wszyscy są zaangażowani w rodzinny biznes czyli prowadzenie kawiarni. A nie jest to „łatwy kawałek chleba”. Szczególnie, że sytuacja ekonomiczna się pogorszyła. Ceny poszły w górę, klientów jest mniej. Rodzice Hope boją się o przyszłość miejsca, w które włożyli tyle pracy. W ferworze obowiązków na drugi plan schodzą dzieci. Jedenastoletnia Hope uchodzi za tą bezproblemową, ale początki w nowej szkole nie zawsze są łatwe. Pojawia się też ekscentryczna ciocia Rita, z którą dziewczyna ma dzielić pokój. Czy w całym tym chaosie znajdzie się przestrzeń dla rodziny? Czy uda się zadbać o potrzeby jej członków?
Od razu muszę powiedzieć, że rodzinka z powieści „Cafe chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia” jest przesympatyczna. Owszem, są strasznie zabiegani, a w „godzinach szczytu” nie wiedzą, w co ręce włożyć. Ale są w tym razem, kochają to co robią i kochają siebie. Mamy w tej książce taki moty, gdzie potrzeby tego bezproblemowego dziecka spadają na ostatni plan. Widzimy, jak Hope się wycofuje, bo przecież rodzice mają tyle zmartwień. Motyw pięknie przeprowadzony i zwieńczony wspaniałym zakończeniem, kiedy to motto rodziny, jej definicja zostają zmodyfikowane.
Przyjrzyjmy się chwilę Hope i temu, co ja spotkało. Dziewczynka idzie do nowej szkoły. Wcześniej nigdy nie była popularna i jakoś sobie z tym radziła. Tu układy są inne. Dawna królowa szkoły szybko się kompromituje, a Hope staje się tą lubianą. Fajnie, prawda. Tylko, że Skyla nie może przełknąć porażki. Swoją nienawiść skupia na Hope. Catherine Wilkins bardzo oryginalnie poprowadziła ten wątek. Wpycha główna bohaterką na piedestał, aby ją z niego zrzucić. Natomiat, co jest piękne, w boku Hope cały czas stoi przyjaciółka, która ją broni i wspiera. I właściwe to ona wymyśla, jak „utrzeć nosa” agresorom. Natomiast, kiedy to następuje pojawia się piękne podsumowanie o tym, że nie trzeba się lubić, ale wypada się szanować.
Faktycznie Hope może uchodzi za nieco dziwną. Dziewczyna lubi robić magiczne sztuczki i wie kim był Machiavelli. Przycinacie, że to nietypowe jak na jedenastolatkę. Jednak ja uwielbiam takie wyróżniające się postacie. Uważam, że są potrzebne dla dzieci wchodzących w wiek nastoletni, bo łatwo „zginać” im w grupie rówieśniczej. Jak dostosować się, a nie stracić siebie? Tacy bohaterowie, jak Hope to wspaniałe wzorce, które pozytywnie się wyróżniają i są za to docenianie. Mam nadzieję, że pomogą nabrać komuś wiary w siebie. Że pokażą potencjalnym hejterom, jak kłamliwa i bolesna jest plotka. Czy warto ją rozsiewać dla budowania własnej pozycji? Zdecydowanie NIE.
Już chyba domyślacie się, że bardzo polecam „Cafe Chaos”. To wartościowa i delikatnie zwariowana powieść dla młodszej młodzieży. Dla popularnych i dla „szkolnych dziwadeł”. Catherine Wilkins świetnie pokazuje dynamikę młodzieżowych relacji i zachęca do wzajemnego szacunku. Fantastycznie akcentuje to, iż każdy z członków rodziny ma prawo do własnych zmartwień. I ani interes prywatny, ani ten rodziny nie musi na tym ucierpieć.
[Egzemplarz recenzencki]























