"Sherlock i ty. Tajemnica zaginionego domu" Andrew Lane
Bohaterami książki „Sherlock i ty. Tajemnica zaginionego domu” są przodkowie Sherlocka Holmesa i Johna Watsona. Sherlock i Verity spotykają się w okolicy domu na Baker Street 221B. Oboje maja detektywistyczne zacięcie, a los sprawia, że zostają zaangażowani w dziwną sprawę. Chłopiec o imieniu Bradley wraca szybciej z wycieczki szkolnej. Chciałoby się powiedzieć, że wraca do domu, ale właśnie w tym rzecz, że jego dom znika. Pod znanym mu adresem mieszkają inni lokatorzy. Co dziwne, kiedy detektywi jadą na miejsce, aby zbadać sprawę, wszystko jest znowu po staremu. Budynek i rodzina Bradley'a wrócili. O co tu może chodzić? Czy leki na alergię tak bardzo zaszkodziły chłopcu, że pomylił adres? A może ktoś specjalnie chciał go zmylić?
„Sherlock i ty. Tajemnica zaginionego domu” to powieść detektywistyczna z prawdziwego zdarzenia. Nie dosyć, że sprawę prowadzą prapraprawnukowie słynnych detektywów, to młody Sherlock podchodzi do niej z należytą powagą. Książka zaczyna się jak jego dziennik, aby – całkiem naturalnie – przekształcić się w powieść z pierwszoosobową narracją. Co ciekawe całość jest zaszyfrowana. Co to znaczy? Rozdziały nie są ułożone po kolei. Po każdym z nich czeka na nas zagadka. Tylko poprawne jej rozwiązanie wskaże nam, na której stronie jest dalszy ciąg tej historii. Spokojnie, nie stresujcie się, są też podpowiedzi. Jak oceniam ten zabieg? Jest on na swój sposób atrakcyjny i podsyca w nas chęć główkowania, a także chroni przed podglądaniem zakończenia. Natomiast ja lubię kontrolować, ile jeszcze mam do przeczytania, przez co czułam lekki dyskomfort skacząc po stronach.
A jak podobała nam się sama historię? Znikający i pojawiający się dom - brzmi niesamowicie, prawda? Zagadka jest niecodzienna i to jest jej mocną stroną. Śledztwo prowadzą młodzi detektywi. Wspominałam już o Sherlocku i Verity, ale dodać muszę, że wspiera ich Brygada z Baker Street, grupa genialnych dzieciaków, które założyły tajne laboratorium komputowe. Oni wierzą, że rozwiązanie zagadki jest na wyciągnięcie ręki, że jest dużo bardziej oczywiste niż nam się wydaje. Dlatego fabułę oceniam jako angażującą, mimo że sama sprawa klaruje się dosyć późno. Jeśli się nie mylę, dopiero w czwartym rozdziale pojawia się Bradley. Jest to trochę wystawienie cierpliwości czytelnika na próbę, ale zostaje to zrekompensowane.
Na koniec chciałam napisać, że jest to bardzo angielska książka. Ne wyjaśnię dlaczego. Uznajmy, że to ma podsycić waszą ciekawość. A wierzę, że znajdzie się duże grono czytelników tej książki. Z różnych stron słyszę, że powieści o Sherlocku Holmesie się nie starzeją, że rośne kolejne pokolenie fanów tego bohatera.
[Współpraca]






















