"Mistyczne schronisko dla kotów" Heather Fawcett

"Mistyczne schronisko dla kotów" Heather Fawcett

Kochani, dziś przychodzę z czymś – jak dla mnie – nietypowym. Mianowicie książką, którą można sklasyfikować jako cozy fantasy. Nietypowe, bo jednak od najmłodszych lat karmiłam się opowieściami z herosami, ale tym razem razem nabrałam ochoty na coś bardziej kameralnego. Padło na powieść Heather Fawcett pt. „Mistyczne schronisko dla kotów”. Jej bohaterka jest w trudnej sytuacji. Lokal, który do tej pory wynajmowała na cele prowadzonej przez siebie fundacji został zniszczony w wyniku bitwy czarodziejów. Nadchodzi zima, a Agnes i jej koty nie mają się gdzie podziać. Właściciele nie są zbyt chętni wpuścić kobietę ze zgrają zwierząt do swoich włości. Agnes dostaje cynk, o pewnym owianym złą sławą lokalu, z którego kolejni najemcy uciekają „gdzie pieprz rośnie”. Waha się, ale co ma zrobić. Decyduje się wynająć sklep, którego właścicielem jest ekscentryczny czarnoksiężnik. Wokół Agnes zaczynają dziać się rzeczy jakie „filozofom się nie śniły”.

Ależ uroczą książkę napisała Heather Fawcett. Niby wszystko jest w niej wyważone, ale też sporo w niej emocji. Głowna bohaterka niezwykle nam imponuje. Przede wszystkim determinacją w ratowaniu bezdomnych kotów, ale też w kolejnych rozdziałach odkrywamy jej przeszłość, co sprawia, że powieść nabiera nieco melancholijny charakter i staje się historią o drugich szansach, co w kontekście porzuconych kotów ma ciekawy wydźwięk. Autora pięknie buduje relacje między bohaterami. Tu wszystko jest na miejscu. Nie jest nagłe, a się tworzy. Postacie niszczą i budują, ale to na tym drugim chcemy się skupić. To ten proces ma nas zahipnotyzować i pozwolić uwierzyć.

A wy jaki rodzaj książek wolicie? Te które szokują, czy otulają czytelnika niczym ciepły koc? „Mistyczne schronisko dla kotów” czaruje melancholią i nadzieją. To powieść delikatna i niespieszna, ale też ma w sobie jakąś siłę. Powieść spokojna, co jest jej atutem. Świetnie napisana. Sama przyjemność czytania.

[Współpraca]

"Staś Pętelka. Wycieczka do Jura Parku" Barbara Supeł

"Staś Pętelka. Wycieczka do Jura Parku" Barbara Supeł

Pierwsze wycieczki klasowe czy przedszkolne to wielkie przeżycie zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców. Staś Pętelka, z cyklu książek autorstwa Barbary Supeł, wybiera się ze swoją grupą do Jura Parku. Jakie atrakcje czekają tam na dzieci?

Ta książka jest super z dwóch powodów. Po pierwsze dinozaury. To jest wabik, może nie na wszystkie, ale na dużą część przedszkolaków. Zresztą i mój synek się na to złapał. Wypatrzył tę książkę na bibliotecznej półce i bez wahania stwierdził, że chce ja wypożyczyć.

Po drugie Barbara Supeł porusza w niej, mogący wzbudzać emocje, temat, jakim są wycieczki. Wspólne wyjścia mogą wzbudzać ekscytacje, ale u niektórych dzieci też niepokój. W końcu wychodzą one ze znanej i bezpiecznej rutyny. Wiadomo, że każda wycieczka wygląda inaczej ,ale Barbara Supeł daje próbkę tego, czego dzieci mogą się spodziewać. Przypomina o zasadach, uczula, że czas dojazdu może być trochę nużący, ale podpowiada też jak go sobie umilić i podkreśla, że atrakcje powinny go rekompensować. Zaznacza też, do kogo dziecko powinno się, zwrócić, kiedy ma problem.

Dodajmy do tego sympatyczne ilustracje i ciepłą konwencję opowieści o dzieciakach Pętelków. I rodzice i dzieci docenili ten cykl, dlatego tym bardzie cieszy nas, że mogliśmy przeżyć razem ze Stasiem tę wspaniałą wyprawę do Jura Parku.

"Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety" Kasia Keller

"Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety" Kasia Keller

Na twardo, na miękko, sadzone, jajecznica, omlet – jajka są popularną opcją śniadaniową. Nic dziwnego, że ludzi ogarnia popłoch, kiedy najpierw zaczynają znikać kury, a potem cały zapas jajek ze sklepów. Chomiczka Zdzisława i jej ekipa zwołują nadzwyczajne zebranie. Zastanawiają się, kto i po co kradnie jajka. I – przede wszystkim – jak je odbić.

Chomik superbohaterem – tego jeszcze nie było. Swoją drogą ekipa Zdzisławy to raczej małe zwierzątka, albo domowi pupile. Nie wyobrażamy sobie ich na niebezpiecznej akcji, a jednak Kasi Keller udało się stworzyć z nich pomysłową ekipę, która żadnego zadania się nie boi. Okej. W jakim razie kogo poznamy w książce „Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety”? Szefową bandy – Chomiczkę Zdzichę – już przedstawiałam. Pomagają jej sepleniąca papuga Arara, szczur, patyczaki, mistrz kamuflażu – Kameleon Leon, wiecznie spóźniony ślimak, żaba, pająk, kot, suczka Mia i świnka morska. W rolę czarnego charakteru wciela się wąż.

W trakcie czytania tej książki, moja córka stwierdziła: „Fajne to, ale ciężko zapamiętać bohaterów”. Miałam podobny problem. Pierwsza część historii to narada. Przebija się wiele głosów, wiele pomysłów, a nam czasami trudno przyporządkować je do postaci, które dopiero poznajemy. Potem zwierzaki przystępują do akcji, która jest dynamiczna i znowu nie ma czasu sobie wszystkiego poukładać. Pozostaje nam zerkać na pierwsze strony, gdzie bohaterowie zostali przedstawieni. Aczkolwiek przyznać muszę, że ta ekipa jest tak osobliwa, że wzbudza sympatię i warto ją bliżej poznać.

Z mojej strony – jako rodzica, który czyta tę książkę na głos – trzy uwagi. Po pierwsze, sepleniąca papuga. Ależ połamałam język na jej imieniu. Rozumiem aspekt humorystyczny – Ara, która nie mówi „r” - ale dzieci nie zawsze. Tym razem właśnie spytały mnie, dlaczego tak dziwnie mówię czytając kwestie papugi. JA dziwnie czytam, a nie ONA mówi. Do tego uważam, że literatura powinna utrwalać poprawne wzorce językowe, więc do takich rozwiązań autorzy książek dla dzieci powinni uciekać się w ostatecznej ostateczności. Po drugie, świnka morska Rambo. Fajna, nieco nieokrzesana bohaterka. No właśnie, bohaterkA. „Rambo z niesmakiem pokręciłA głową.”1 Zawsze ciężko znosiłam mieszanie rodzajów. To imię jest do wybaczenia, bo jednak Rambo jest dosyć charakterystyczny. Chyba najbardziej znany komandos w popkulturze ale... Zawsze ciężko zniosłam mieszanie rodzajów. Po trzecie, tu muszę przywołać patyczaki, które są cichymi zwierzętami, a czasami ciężko je zobaczyć. Dlaczego wydawca nie podkreślił tego np. czcionką, jakimś wyróżnieniem. Sama nie wiem, wydawcy wiedzą, jak to się robi. Ba, opracowanie wizualne tekstu jest dosyć chaotyczne. Nie zawsze byłam pewna, które dopiski mam czytać, aby nie stracić płynności, a już skandalem było napisanie kwestii patyczaka wersalikami kojarzonymi raczej z krzykiem niż szeptem.

Jak widzicie trochę namęczyłam się czytając „Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy" dzieciom, ale im ta książka bardzo się podobała. Oni lubią nieszablonowe lektury, a taka jest powieść Kasi Keller. Im też było ciężko się połapać, ale tak zaciekawiła ich ekipa Zdzichy, że chcieli sprawdzić do czego są zdolni. A bohaterowie dali piękny popis pracy zespołowej. Nawet małe stworzonko może być odważne. Z takim morałem odkładam tę książkę na półkę.

1 Kasia Keller, „Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety”, wyd. Wilga, Warszawa 2026, s. 62.

[Współpraca]

"Zapłata dla Flecisty" George A. Romero, Daniel Kraus

"Zapłata dla Flecisty" George A. Romero, Daniel Kraus

Za sprawą książki „Zapłata dla Flecisty” autorstwa Georga A. Romero i Dalniela Krusa przeniesiemy się na bagna Luizjany. A jak to na bagnach, jeden fałszywy krok i... plum! I tak jest w tej powieści. Trzeba być non stop czujnym, bo nigdy nie wiemy, gdzie czai się niebezpieczeństwo. Tym razem mrok uderza w dzieci. To właśnie najmłodsi zaczynają ginąć. Pamiętacie baśni Fleciście z Hameln (w innej wersji zwanym Szczurołapem), który nie dostał zapłaty za swoja pacę? Co wtedy zrobił? No właśnie. Flecista znów domaga się zapłaty. Za co? Czego dopuścili się mieszkańcy tych ziem, że kolejne pokolenia muszą za to pokutować?

W posłowiu Kraus opowiada, jak podczas katalogowania archiwum Georga A. Romero natknął się na tę powieść. Jakże inną od „Żywych trupów” z jakimi kojarzy się ten reżyser. Projekt go zauroczył i aż prosił się o dokończenie. I tak dostaliśmy „Zapłatę dla Flecisty”. Powieść w której widać inspirację lokalnym folklorem, w której widać symbolikę, ale też w której zadaje się ciekawe pytania to istotę złą i odpowiedzialność za czyny poprzednich pokoleń. Ale też powieść intensywną i mocno filmową.

Tak, filmową. Nie wiem dlaczego, ale od początku widziałam ją w konwencji nieco niedopracowanego kina grozy. Mocne barwy i przerysowane kostiumy. Pewnie specyficzna cajuńska gwara nadała jej pewien wymiar pastiszu. Aczkolwiek jest to złudne, bo nie w tym kierunku idzie fabuła. Raczej okolica próbuje opleść nas mrokiem, zdenerwować, wywołać poczucie zagrożenia.

Niestety muszę to napisać, ale trudno było mi docenić energię tej książki. Z jednej strony mamy małe miasteczko z całą jego barwnością i zgnilizną. Z armią ciekawych bohaterów i beznadziejnością jaka ich trawi. Z drugiej nie ma w niej nic kameralnego. Jest na wskroś amerykańska. W ostatnich latach zachwycałam się horrorami Kariki, Urbanowicza i Lindqvsita. Wicie, co mnie urzekło w ich pracach? Surowość. I to właśnie ona stworzyła przejmujący klimat,. U Romero jest energia (może przez młodość), kolor i hałas. I ta intensywność mnie chyba przytłoczyła, a nie przeraziła

Poprzedni akapit napisałam z pewnym żalem, bo obiektywnie patrząc „Zapłata dla Flecisty” to bardzo ciekawe przedsięwzięcie. Zarówno pod kątem pytać, inspiracji (w tytule jest Flecista, ale w miasteczku, w którym dzieje się akcja znajdziemy wszechobecne ośmiornice), symboliki, dopracowanych bohaterów, a także języka. Natomiast kiedy przychodzi do oceny ten obiektywizm można schować do kieszeni. W horrorach numerem jeden jest klimat, a jak już wcześniej wspomniałam, intensywność tej książki mnie przytłoczyła.

"Śledztwo z pazurem. Tajemnicze zniknięcie" Anne-Marie Desplat-Duc, Anne Dumergue

"Śledztwo z pazurem. Tajemnicze zniknięcie" Anne-Marie Desplat-Duc, Anne Dumergue

„W szkole w Psiej Wólce rozlega się dzwonek na lekcje. Jak każdego ranka dzieci ustawiają się grzecznie gęsiego. Pani Koza liczy swoich uczniów.”1 Okazuje się kogoś brakuje. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale rodzice twierdzą, że młody kos o imieniu Merlin rano wyszedł z domu. Tę sprawę trzeba jak najszybciej zgłosić na policję. Oslo i Panna Kicia podążają tropem śladów. Oby nic się nie stało maluchowi.

Jeżeli chodzi o tematykę „Tajemnicze zniknięcie” z cyklu „Śledztwo z pazurem” bardzo przypomina książkę „Mopsorożek i podwodna przygoda”, o której niedawno opowiadałam. Chyba wtedy nie zdradziłam, dlaczego narwalka była smutna i teraz też nie chciałbym mówić, gdzie się podział młody kos. Zresztą przy tej sprawie autorzy cyklu z Komisarzem Oslo, bardzo zręcznie podsuwają czytelnikom wskazówki. Jeżeli tylko będziecie czytać uważnie na pewno sami domyślicie się, co przydarzyło się Merlinowi.

Mam nadzieję, że to iż nie zdradziłam tematu/motywu nie zniechęci was do przeczytania tej książki. Ten cykl to ciekawa propozycja dla młodych miłośników kryminałów. Krótka historia, dużo ilustracji i większa czcionka sprawiają, że łatwo śledzić fabułę, a także jest to dobra książka, aby dziecko szlifowało na niej samodzielne czytanie.

Już po raz czwarty mam okazję polecać wam opowieść z cyklu „Śledztwo z pazurem”. Jak widzicie jestem konsekwentna. Te książeczki podobają się i mnie, i moim dzieciom. Jest w nich coś co bawi i co intryguje. A my to doceniamy.

1 Anne-Marie Desplat_Duc, Anne Dumergue, Fabien öckto Lambert, „Tajemnicze zniknięcie”, wyd. MdCreative, 2026, s. 5-6.

[Współpraca]

"Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych" Jonathan Fetter-Vorm

"Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych" Jonathan Fetter-Vorm

„To jest mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla ludzkości” - powiedział Neil Armstrong, który zapisał się w historii jako pierwszy człowiek na Księżycu. Zaznaczyć trzeba, że ten „krok” to nie było jakieś hop-siup, że ludzie długo się do niego przygotowywali. Jak te przygotowania wyglądały? Mogłam to prześledzić w komiksie „Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych” Jonathana Fetter-Vorma. Od starożytnych obserwatorów nieba, poprzez nowożytne odkrycia i zimnowojenną zawieruchę aż do symbolicznego kroku, jaki postawił Niel Armstrong na Księżycu.

Nie pamiętam, kiedy z taką przyjemnością przeczytałam książkę z dziedziny astronomii. Zawsze mam ten problem, że pewne zagadnienie mnie zainteresuje, ale nie do końca potrafię zrozumieć jego specyfikę. Natomiast koncept jaki obrał Fetter-Vorm jest wyjątkowo przystępny. Z jednej strony obserwujemy sam proces lądowania, księżycowy spacer, a także powrót astronautów na Ziemię. A to przetkane jest właśnie „drogą”, czyli innymi wydarzeniami, odkryciami, okolicznościami, które doprowadziły, że to było w ogóle możliwe. Autor pokazuje, jak ważna była tu ludzka ciekawość, ale też kontekst polityczny, czyli tzw. „zimna wojna”. Rywalizacja między mocarstwami, która napędzała to, aby wykorzystać wiedzę w praktyce. Ale są to też okoliczności, które sprawiły, że ten lot obrósł w wiele kontrowersji, co autor publikacji też akcentuje.

„Droga na Księżyc” to fantastyczne wykorzystanie komiksu na gruncie literatury popularnonaukowej. W żadnej innej formule nie dałoby się opisać tego tematu jako ekscytującej przygody. A tu właściwe każdy rozdział tak się czyta. Czy Fetter-Vorm pisze o obozach pracy czy przybliża postać Keplera, jest to wyjątkowo angażujące. Do tego zauważyć należy, jak autor sprytnie wykorzystał kolory, aby zaznaczyć kolejne rozdziały. Dzięki temu każdy ma niepowtarzany klimat, każdemu oddajemy się bez reszty.

Obcowanie z takimi publikacjami to sama przyjemność. Należy docenić jak Fetter-Vorm całościowo pokazał przedsięwzięcie jakim było lądowanie na Księżycu. Po trochu są tu ujęte różne aspekty związane w tym przedsięwzięciem: naukowy, technologiczny, historyczny, polityczny i społeczny. Takie opracowanie tematu pokazuje jak długa była to droga, a ujęcie go w komiksowe okienka nadaje mu jakiegoś przygodowego charakteru. Jestem zachwycona.

[Współpraca]

Książeczki z naklejkami: "Pojazdy w mieście", "Pracujące pojazdy"

Książeczki z naklejkami: "Pojazdy w mieście", "Pracujące pojazdy"

„Maltretowałam” ten temat nie raz i pewnie jeszcze parę razy to zrobię. Nad czym i dlaczego tak się znęcam zapytacie. Są to książeczki do wyklejania, a ich temat to... Tam ta dam... Pojazdy!!! I czy się to komuś podoba, czy nie, my uwielbiamy taką zabawę i jak tylko wypatrzę coś nowego w tym temacie będę wam pokazywać. Dziś mam dwie książeczki: „Pojazdy w mieście” i „Pracujące pojazdy”. W każdej z nich znajdziecie plansze, które trzeba będzie zapełnić głównie pojazdami, ale znajdzie się i klika ludzików i innych elementów.

Jak zerkniemy na wkładkę z naklejkami zobaczymy kolory, które mają nam niejako je grupować, ale – szczerze mówiąc – moje dzieciaki kompletnie nie zwracają na nie uwagi. Wyklejają tak jak im pasuje i tak jak się im podoba. I to jest fajne, bo taka zabawa wyzwala kreatywność, ale tez uczy rozwiązywać problemy. Kiedyś synek przykleił dwa autka za blisko siebie. Najpierw nie był zadowolony, ale wpadł na genialny pomysł. Dokleił więcej pojazdów i obwieścił, że zrobił karambol na autostradzie.


O naklejkach warto mówić w kontekście rozwoju mózgu, a co za tym idzie i mowy dziecka. Pamiętam jak znajoma logopedka tłumaczyła mi, jak wartościową zabawą jest kategoryzowanie. I takie plansze można właśnie do tej zabawy można wykorzystać. Chociażby pod kątem miejsca pracy np. magazyn, praca na śniegu, pojazdy rolnicze.

Na koniec jeszcze rzucę tekst, który rodzice chyba lubią. To taka zabawa, która pozwoli wypić ciepłą kawę i to zabawa bez brudu. I piszę to szczerze, bo sama wiem, ile czasami te kilka minut spokoju znaczy. Dlatego nieważne, czy wykorzystacie te (lub podobne) książeczki do luźnej czy bardziej skoordynowanej zabawy. Ważne, że będzie to dobra zabawa.

[Współpraca]

"Północna droga: Pasja według Einara. Trzy mołode pieśni" Elżbieta Cherezińska

"Północna droga: Pasja według Einara. Trzy mołode pieśni" Elżbieta Cherezińska

Stary świat musiał ustąpić nowemu. Chrześcijaństwo zaczęło wypierać wiarę w nordyckich bogów i dawne rytuały. Jak odnaleźć się w tych zmianach? Czy da się ponieść fali, czy iść pod prąd z nadzieją, że uda się ocalić dziedzictwo? W kolejnych częściach cyklu „Północna droga” pt. „Pasja według Einara” i „Trzy młode pieśni” Elżbieta Cherezińska opisuje właśnie bohaterów, którzy muszą skonfrontować się z dawnymi legendami, a także zmierzyć z nowym – czy nowoczesnym światem?

Einar z „Pasji według Einara” jest synem kapłana. Jego ojciec „odczytał” przepowiednię o nadejściu nowej wiary, co nie spodobało się wszystkim. Po jego śmierci Einar trafia do klasztoru. Jest wychowywany inaczej, ale „buzuje” w nim ciągle krew wojownika. Chłopak jest wyraźnie rozdarty pomiędzy dwoma tradycjami, jakie mają na niego wpływ. Ale też wyjątkowo samotny ze swoimi pragnieniami.

W „Trzech młodych pieśniach” Cherezińska oddaje głos nowemu pokoleniu. Ragnar (syn Einara i Halderd), Bjorn i Gudrun (dzieci Regina i Sigrun). Młodzi ludzie, którzy żyją w cieniu swoich rodziców, ale też muszą zmierzyć się z ich legendą i oczekiwaniami, jakie maja wobec nich dorośli i swoimi własnymi pomysłami na przyszłość. Do tego dochodzi nowa wiara, nowe okoliczności w których uczą się żyć.

Sama nie wierzę, że to piszę, ale te księgi podobały mi się jeszcze bardziej niż pierwszy tom. Wtedy wydawnictwo skusiło mnie, że będą to historie o kobietach. I tak było. Poznałam dwie jakże róże bohaterki, dzięki którym zajrzałam do świata Wikingów. I właściwie poszłam za ciosem kontynuując spacer po północnej drodze. Tom drugi, który zawiera księgi trzy i cztery, zaskoczył mnie całkiem inną dynamiką. Jest mocniejszy, brutalniejszy, bardziej wyrazisty. W dalszym ciągu mamy tu kawał barwnie opisanej historii. I dodać trzeba, że Cherezińska świetnie pokazuje, ze kształtowała ją i polityka i legendy. Pokazuje, jak wiele wiara, obrzędy znaczyły dla tych hardych wojowników.

„Północna droga” to fantastyczne przedsięwzięcie. Zarówno dzięki konceptowi, jak i wspaniałemu talentowi autorki. Cherezińska kreuje bohaterów z krwi i kości. To nie są pionki, a prawdziwi ludzie ze swoimi troskami i radościami. Autorka zręcznie krzyżuje ich drogi, aby opowiedzieć o przemianach na północy. O danych, fascynujących czasach.

[Współpraca]

Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas

Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas

Zabiła i musi ponieść karę za swój czyn. Nie liczą się tłumaczenia, że zrobiła to, aby nakarmić rodzinę. Bestia, która wdarła się do ich domu mówi jasno, albo ona pójdzie z nim, albo cała jej rodzina poczuje konsekwencje jego gniewu. Jego przyjaciel i sługa musi zostać pomszczony. Więc Freya idzie. Idzie za mur, do świata, który ja przeraża. Jak poradzi sobie wśród strasznych i wyniosłych Fae? Wśród istot, których się boi i którymi gardzi.

Mówi się, że „Dwór cierni i róż” Sarah J. Maas to inspiracja baśnią „Piękna i Bestia”. Jeżeli tak to raczej bardzo luźna inspiracja. Szczerze mówić, gdyby mi ktoś tego nie powiedział, to bym się nie domyśliła. Mamy dziewczynę i bestię w pięknym dworze i właściwie to tyle. Czy motywacje obu bestii – tej z baśni i tej z powieści – są takie same? Chyba nie. Aczkolwiek przedsięwzięcie przez jakim staje Sarah J. Maas jest zdecydowanie bardziej rozbudowane, przez co i historia, która wyszła spod jej pióra jest znacznie bardzie zagmatwana.

„Nie ufaj swoim zmysłom” - wybaczcie brak przypisu, ale mniej więcej takie słowa usłyszała Freya w pewnym momencie swojej przygody. I wy czytelnicy nie ufajcie swoim ocenom. Muszę się wam przyznać, że poświęciłam tej powieści za mało uwagi, sugerując się, że skoro to romantasy, to nie potrzeba czytać ze szczególnym skupieniem. O jakież było moje zdziwienie. Jest to taka książka, w której warto przypatrzeć się deltom. Nie jest to łatwe. Mogą one umknąć w pewnym przesadzeniu – słownym i emocjonalnym – jakże charakterystycznym dla tego typu powieści. Jednakże Maas mnie zaskoczyła. Może nie finałem, ale drogą do niego na pewno.

Co jest na największym plusem tej powieści, to rozbudowany świat z długą historia konfliktu między ludźmi i fae. Jeżeli chodzi o zasady, jakie w nim obowiązują, kiedy wydaje się nam, że jesteśmy w stanie je śledzić, okazuje się, że jest to świat pełen kłamstwa i intryg. Jest to o tyle wygodne dla autrki, że przykrywa wszelkie – pozorne lub nie – absurdy i daje możliwości do świetnych zwrotów akcji, co Mass genialnie wykorzystuje.

Ale żeby nie było tak idealnie spójrzmy na ewentualne minusy. I tu muszę napisać, że językowo jest raczej monotonnie. Maas kreuje brutalne okoliczności, a reakcje bohaterów na nie to zazwyczaj ściśnięcie żołądka, „cofka” i podobne objawy. Czyli jest tak straszno, że wszystkich bolą brzuchy. Inny przykład. Freya to raczej uparta bohaterka i czasami zachowuje się jak dziecko, do którego trzeba mówić dziesięć razy. I jest to o tyle meczące, że czasami jakiś temat powraca - i to w podobnych słowach – kilkukrotnie, aż w końcu do bohaterki dociera, że jest inaczej niż myślała i upierała się.

Nie wiem, czy opinia , którą dziś publikuję będzie dla was wartościowa, bo nie jestem jakąś wielką fanką romantasy. Ale – pierwsze „ale” - Ewelina, która prowadzi internetowy klub książki namówiła mnie do przeczytania „Dworu cieni i róż” i – drugie „ale” - ta powieść nawet mi się spodobała. Nie brak w niej pewnej tendencyjności tego typu książek, jak i przesadzonych reakcji i sformułowań. Ale – czyżby trzecie „ale” - obok rozwiązań, jakimi romantasy przesiąkło, jest tu kilka godnych uwagi elementów, dla których warto zainteresować się tą książką.

"Śledztwo z pazurem. Skandal w operze" Anne-Marie Desplat-Duc, Anne Dumergue

"Śledztwo z pazurem. Skandal w operze" Anne-Marie Desplat-Duc, Anne Dumergue

Opera to miejsce, które ocieka perfekcją. Piękne stroje, dopracowane ruchy – tu nie ma miejsca na plamy i bylejakość. Właśnie zaproszenia do opery dostała Panna Kicia. Namawia Komisarza Oslo, aby jej towarzyszył. Kiedy docierają na miejsce zastają obraz nędzy i rozpaczy. Sukienka myszki Gryzelki, primabaleriny, jest poplamiona. Złośliwość czy wypadek? Oto kolejne zadanie dla komisarza Oslo.

W tej części jest naprawdę nerwowo. Występ zaraz ma się zacząć, a sukienka jest zniszczona. Powinnam dodać, wyjątkowa sukienka, uszyta specjalnie dla Gryzelki. Nie ma się co dziwić, że primabalerina jest wściekła i załamana. Autorki książki uchwyciły w tej nota bene zabawnej historii, jakże lubiany przeze mnie wątek, zazdrości. Pierwszą podejrzaną jest rywalka Gryzelki. Wszyscy myślą, że to ona zniszczyła sukienkę. Jednak – jak to w w przypadku cyklu „Śledztwo z pazurem” - okazuje się, że pierwsza, najbardziej oczywista myśl wcale nie musi być trafna. Należy dobrze zbadać tropy, aby nie oskarżyć kogoś niewinnego.

Można powiedzieć, że Oslo i Panna Kicia znaleźli się we właściwym miejscu i czasie. W końcu policja jest od rozwiązywania aferek. Z czego wynikł „Skandal w operze”? Zapraszam was do poznania tego zabawnego kryminału dla dzieci. My wspaniale bawimy się czytając ten cykl.

[Współpraca]

"Rozwikłanie" Katarzyna Młyńska

"Rozwikłanie" Katarzyna Młyńska

Czy czas herosów przeminął? Kiedyś były ikoniczne powieści o niezniszczalnych , którzy samym spojrzeniem powalili przeciwnika, a teraz chyba jest moda na „przeciętniaków”, którzy jakimś zbiegiem okoliczności (czy jak to nazwiemy) zostają wciągnięci w ratowanie świata. Bohaterka książki „Rozwikłanie” Katarzyny Młyńskiej, Semnet, to artystka. Wraz z partnerką dostają zaproszenie na bal maskowy. Jego uczestnicy zostają zaatakowani, a Felifery – partnerka głównej bohaterki – znika. I właśnie dlatego można powiedzieć, że w przypadku tej powieści rewolucja wynika z miłości. Semnet nie jest idealistką, nie planuje zmienić świata. Ona chce odnaleźć ukochaną.

Od razu wypada zaznaczyć, że – pomimo iż z opisu wynika, że mamy tu parę jednopłciową - „Rozwikłanie” nie jest powieścią LGBT. To jest historia science-fiction z wątkiem systemu, który się zagalopował. O wyzysku, któremu ktoś w końcu powiedział dość. I mnie się nawet podoba, że nie mówimy tu o bohaterce zaślepionej ideałami. Jej motywacja jest bardzo ludzka, naturalna. A siła jaką miłość w niej wyzwala zachwyca.

Nie do końca rozumiem świat jaki stworzyła Katarzyna Młyńska, ale jedno jest w nim wyjątkowo ciekawe. Jak na standardy powieści science-fiction, jak na jej rozmach – w końcu mówimy o galaktyce – ta historia jest kameralna. Być może dlatego tak trudno było mi się w niej odnaleźć, bo chciałam zobaczyć, zrozumieć za dużo zamiast skupiać się na Semnet i na tym co dzieje się wokół niej.

Jak minus tej powieści muszę wytknąć język. „Język polski, a także każdy inny język, którym się posługujemy, zmienił się nie do poznania do czasu, w którym ta historia ma miejsce. Została przetłumaczona dla Waszej wygody.”1 - czytamy na samym początku książki. I to jest już dla nas znak, że autorka będzie cudować. I owszem znajdziemy tu dziwne końcówki, czy łamańce językowe typu „Kali jeść, Kali pić”. Nie umiem wam powiedzieć, co Młyńska chciała przez to osiągnąć. Pewnie nadać bohaterom swego rodzaju charakteru wyjątkowości. Cóż. W moim odczuciu ten cel nie został osiągnięty. Za to bardzo utrudniło to czytanie.

A wy wolicie herosów, czy zwykłych ludków, którzy obalają systemy? Ja doceniam oba typy bohaterów, ale faktycznie ten drugi jest bliższy czytelnikowi. Ilu z nas zobaczy siebie w Semnet? Czy ta bohaterka potrafi inspirować. Młyńska dała jej porządną motywacje do działania. Co jest twoją?

1 Katarzyna Młyńska, „Rozwikłanie”, Gdynia 2026, Novae Res, s. 5.

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

"Sherlock i ty. Tajemnica zaginionego domu" Andrew Lane

"Sherlock i ty. Tajemnica zaginionego domu" Andrew Lane

Bohaterami książki „Sherlock i ty. Tajemnica zaginionego domu” są przodkowie Sherlocka Holmesa i Johna Watsona. Sherlock i Verity spotykają się w okolicy domu na Baker Street 221B. Oboje maja detektywistyczne zacięcie, a los sprawia, że zostają zaangażowani w dziwną sprawę. Chłopiec o imieniu Bradley wraca szybciej z wycieczki szkolnej. Chciałoby się powiedzieć, że wraca do domu, ale właśnie w tym rzecz, że jego dom znika. Pod znanym mu adresem mieszkają inni lokatorzy. Co dziwne, kiedy detektywi jadą na miejsce, aby zbadać sprawę, wszystko jest znowu po staremu. Budynek i rodzina Bradley'a wrócili. O co tu może chodzić? Czy leki na alergię tak bardzo zaszkodziły chłopcu, że pomylił adres? A może ktoś specjalnie chciał go zmylić?

„Sherlock i ty. Tajemnica zaginionego domu” to powieść detektywistyczna z prawdziwego zdarzenia. Nie dosyć, że sprawę prowadzą prapraprawnukowie słynnych detektywów, to młody Sherlock podchodzi do niej z należytą powagą. Książka zaczyna się jak jego dziennik, aby – całkiem naturalnie – przekształcić się w powieść z pierwszoosobową narracją. Co ciekawe całość jest zaszyfrowana. Co to znaczy? Rozdziały nie są ułożone po kolei. Po każdym z nich czeka na nas zagadka. Tylko poprawne jej rozwiązanie wskaże nam, na której stronie jest dalszy ciąg tej historii. Spokojnie, nie stresujcie się, są też podpowiedzi. Jak oceniam ten zabieg? Jest on na swój sposób atrakcyjny i podsyca w nas chęć główkowania, a także chroni przed podglądaniem zakończenia. Natomiast ja lubię kontrolować, ile jeszcze mam do przeczytania, przez co czułam lekki dyskomfort skacząc po stronach.

A jak podobała nam się sama historię? Znikający i pojawiający się dom - brzmi niesamowicie, prawda? Zagadka jest niecodzienna i to jest jej mocną stroną. Śledztwo prowadzą młodzi detektywi. Wspominałam już o Sherlocku i Verity, ale dodać muszę, że wspiera ich Brygada z Baker Street, grupa genialnych dzieciaków, które założyły tajne laboratorium komputowe. Oni wierzą, że rozwiązanie zagadki jest na wyciągnięcie ręki, że jest dużo bardziej oczywiste niż nam się wydaje. Dlatego fabułę oceniam jako angażującą, mimo że sama sprawa klaruje się dosyć późno. Jeśli się nie mylę, dopiero w czwartym rozdziale pojawia się Bradley. Jest to trochę wystawienie cierpliwości czytelnika na próbę, ale zostaje to zrekompensowane.

Na koniec chciałam napisać, że jest to bardzo angielska książka. Ne wyjaśnię dlaczego. Uznajmy, że to ma podsycić waszą ciekawość. A wierzę, że znajdzie się duże grono czytelników tej książki. Z różnych stron słyszę, że powieści o Sherlocku Holmesie się nie starzeją, że rośne kolejne pokolenie fanów tego bohatera.

[Współpraca]

"Lizbona. Sardynki i słonie" Janka Wollny

"Lizbona. Sardynki i słonie" Janka Wollny

Po co podróżujemy? Żeby poznawać nowe miejsca i kolekcjonować wspomnienia. A czy próbujecie zrozumieć miejsca, które odwiedzacie? Dowiedzieć się, co je ukształtowało? Dziś chciałam wam opowiedzieć o książce, która opisuje stolicę Portugalii. Mowa o publikacji „Lizbona. Sardynki i słonie” Janki Wollny.

Od razu należy zaznaczyć, że znaczna część tej książki to historia tego miasta. Jak Lizbona stała się Lizboną jaką znamy. Jakie wpływy mieszały się na tych terenach? Arabowie, Rzymianie, Fenicjanie. Wielkie odkrycia geograficzne, niewolnicy, trzęsienie ziemi, rewolucja. Historia tego regionu jest barwna, a Janka Wolly opowiada ją z niesamowitą energią. Ja się wkręciłam.

Nie zabraknie tu współczesnej Lizbony, ale pojawia się ona w sugestywnie zatytułowanych fragmentach: „Migawki” i „Klucze”. To Lizbona widziana oczami autorki. Wspomnienia miejsc, osób. Nieco osobiste i bardzo refleksyjne. Piękne, magiczne i pełne obaw, czy Lizbona przetrwa współczesność, czy nie zostanie zadeptana przez turystów. Czy zachowa swojego ducha?

Jeśli już o duchu mowa. Książka „Lizbona. Sardynki i słonie” pozwala poczuć ducha miasta. Bo ten duch kryje się właśnie w przeszłości. Kiedy zrozumiemy przeszłość, zrozumiemy też teraźniejszość. Janka Wolly udowadnia, że warto znać historie miejsca, które się odwiedza, bo dzięki temu jest ono jeszcze bardziej fascynujące. Polecam wam i tę książkę i Portugalię, jako kierunek podróży.

[Współpraca]

Copyright © Asia Czytasia , Blogger